SPONSORZY GŁÓWNI

Oficjalny Partner Serwisu

Janusz Uznański - rzecznik Polskiego Związku Piłki Siatkowej, 13 października 2015

Bez wątpienia jest najbardziej utytułowanym polskim komentatorem siatkarskim. Jedenaście spośród dwunastu medali zdobytych przez nasze reprezentacje w XXI wieku są udziałem Tomasza Swędrowskiego z Polsatu. Jeden jedyny zdołał mu „odebrać” autor wywiadu (złoto ME kobiet 2005).

Bez wątpienia jest najbardziej utytułowanym polskim komentatorem siatkarskim. Jedenaście spośród dwunastu medali zdobytych przez nasze reprezentacje w XXI wieku są udziałem Tomasza Swędrowskiego z Polsatu. Jeden jedyny zdołał mu „odebrać” autor wywiadu (złoto ME kobiet 2005).

pzps.pl: Masz już dość siatkówki w tym sezonie?

Tomasz Swędrowski – Polsat: Ależ skąd! Siatkówki nigdy dosyć. Jeśli już to może jestem nieco zmęczony podróżami, ciągłymi zmianami miejsc. Nawet ta ostatnia „wyprawa” z Warny do Sofii, trwająca dziewięć godzin dała się we znaki. Wystarczyło dodać dwie godziny i bylibyśmy kilka tysięcy kilometrów stąd… w Japonii.

Towarzyszysz reprezentacjom, różnym reprezentacjom od trzynastu sezonów, czy był kiedyś podobnie intensywny?

Absolutnie nie. Szukałem w pamięci i takiego nagromadzenia ważnych wydarzeń, tylu meczów a przede wszystkim podróży jeszcze się nie zdarzyło. Jeśli w tym sezonie trafiłaby nam się jeszcze Australia, to bylibyśmy na wszystkich kontynentach. To wszystko powoduje zmęczenie, szczególnie podczas takich turniejów, jak tutaj w Bułgarii, kiedy z organizacją jest raczej na bakier. Nie narzekam jednak, bo takie są uroki imprez międzynarodowych w siatkówce, gdzie pojęcie obieżyświat należy traktować, jak najbardziej dosłownie.

Jak, jako komentator starasz się sprawić by mimo takiej „podaży” siatkówki, takiego sukcesu, jak mistrzostwo świata a z drugiej niepowodzenia podczas pierwszej kwalifikacji do przyszłorocznych igrzysk, czyli Pucharu Świata siatkówka była nadal atrakcyjną dla widza. Jak to robisz?

Po kolei. Naprawdę bardzo zabolało mnie, że nie udało się naszym chłopakom zakwalifikować do Rio. Bardzo, ale bardzo głęboko to przeżyłem, bo w Japonii naprawdę wszystko szło znakomicie. Wiem, że dla każdego z uczestników reguły były jednakowe, ale nasi grali naprawdę znakomicie a trafiło w nich, to co trafić nie powinno. Ale zostawmy to. Komentarz napędza gra zespołu. Widzę tu – podczas Mistrzostw Europy, że mimo japońskiego niepowodzenia, tutaj w Bułgarii nasi nie ustawili się do turnieju – mówiąc żargonem – „tyłem”. To są zawodowcy. Może i sukces w tym turnieju nie daje olimpijskiego paszportu, ale w przypadku naszej drużyny absolutnie pomoże jej w sferze mentalnej przed styczniowymi zmaganiami w Berlinie, a z drugiej są to przecież mistrzostwa Europy, jedna z najważniejszych imprez międzynarodowych. W komentarzu rozpocząłem te mistrzostwa od sformułowania, że zapominamy o tym co było, idziemy do przodu i nie rozpamiętujemy przeszłości. Życie toczy się dalej i przed nami kolejne wyzwania. Taką postawę prezentuje właśnie nasza reprezentacja we włosko – bułgarskich mistrzostwach.

Jak zmieniała się siatkówka reprezentacyjna na przestrzeni tych lat, kiedy to masz okazję towarzyszyć naszym kadrom? Co pozostało fundamentem gry?

Technika, jest fundamentem naszej dyscypliny. Jeśli nie nauczysz się porządnie elementów technicznych, to nie dasz rady grać na wysokim poziomie. Wcześniej, czy później te mankamenty wyjdą. Widzę, że w naszej drużynie te techniczne niedociągnięcia są incydentalne. W innych zespołach zdarzają się częściej. Natomiast największe zmiany nastąpiły w sile i dynamice gry. Naprawdę podczas treningów czasami lepiej trzymać się z dala od boiska. Widzę także jeszcze jedną zmianę – zmianę pokoleniową i mentalną. Jeszcze klika lat temu podświadomie uważaliśmy, że zwycięstwo nad Brazylią, czy Rosją to wydarzenie z kategorii nadzwyczajnych a przeciwnicy są z innego pułapu. Nowe pokolenie gra bez obciążeń. Oni naprawdę mają świadomość, że są w stanie pokonać każdego rywala, a jeśli przegrają to po sportowej walce. Po mistrzostwie świata nastąpiła jeszcze jedna zmiana. Teraz to rywale się nas boją. Nawet podczas tych mistrzostw niektórzy tak „kombinują” by nie trafić na nasz zespół a przecież nie tak odległe to były czasy, że to my w tym zakresie też… nie byliśmy świętymi.  

Właśnie. Gra coraz szybsza, pełna niuansów, i jak z rzetelnym przekazaniem jej przebiegu ma sobie poradzić telewizyjny komentator?

Analizy pozostawić ekspertom w studio i nie próbować wgłębiać się w szczegóły bo wówczas „uciekną” ze trzy kolejne akcje. Pamiętam, jak w roku 2006 jedynym zespołem, który potrafił grać szybką piłkę z głębi pola była Brazylia. Teraz gra tak trzy/czwarte świata a Polacy są w czołówce tych drużyn. Komentarz nie może być jednak nużący, dlatego zawsze staram się mieć dla widza ciekawostki, informacje, które warte są zainteresowania, które poszerzają wiedzę o grze, taktyce, imprezie.

Przez te wszystkie lata miałeś też okazję przyjrzeć się z bliska warsztatowi wszystkich dotychczasowych trenerów reprezentacji. Który z nich dokonał przełomu?

Raul Lozano – absolutnie. To on dokonał przełomu mentalnego, nawet u zawodników starszego pokolenia. Przekonał, że się da, że tylko ciężką pracą na treningu, liczbą powtórzeń, można dojść do wysokiego poziomu sportowego a w zestawieniu z determinacją osiągnąć sukces. Tym sukcesem był zdobyty po 32 latach medal mistrzostw świata. Ostatnie dwa lata pracy Argentyńczyka nie były już tak efektywne, ale przełom, którego dokonał jest niezaprzeczalnym. Jego rodak Daniel Castellani to też świetny trener, choć chyba za wcześnie się z nim pożegnano. Daniel bardzo zwracał uwagę na pracę indywidualną z zawodnikami. Może wówczas brakowało mu umiejętności pracy z drużyną, ale wkrótce pracując w klubach tureckim i naszej ZAKS-ie przekonał, że jest szkoleniowcem kompletnym. Z kolei Andrea Anastasi, mimo że nie mógł skorzystać ze wszystkich najlepszych zawodników, z tymi z którymi przyszło mu pracować zdobywał medale.

Szkoda, że wszyscy odchodzili w mało radosnych okolicznościach.

Stefan z kolei to zupełnie inna historia…

…właśnie…a szczęka Ci opadła na wieść o nominacji Stephana Antigi?

Pewnie, że opadła. Chłopak bez żadnego doświadczenia w zawodzie, ale to doświadczenie zagwarantował mu Philippe Blain – w branży trenerskiej postać wyjątkowa. Takie zestawienie pozwoliło mi „pozbierać szczękę”.

Wiem, że masz słabość do francuskiej siatkówki. Co nam dał francuski duet trenerski?

Obronę. Ileż to meczów wygraliśmy dzielną postawą w obronie. Potem doszła kontra po obronie. Kolejnym przykładem niech będzie Mateusz Mika, który jeden sezon pracował pod okiem Philippa w Montpellier, klubie z dolnych rejonów ligi francuskiej. Trener popracował z nim indywidualnie i uczynił graczem wybitnym. Na tym od lat polega szkoła francuska.

Kilka lat grałeś w lidze francuskiej i skoro mówisz o ich szkole, to na czym ona polega?

Faktycznie, zgłębiłem ich system i trzeba przyznać, że Francuzi są konsekwentni. To oni wymyślili szkoły sportowe z internatami i kompetentną kadrą szkoleniową. To działania mające historię sięgającą lat 80. poprzedniego wieku. Taki system obowiązuje w całym francuskim sporcie. U nas odpowiednikiem są Siatkarskie Ośrodki Szkolne i Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Francuzi ogromną wagę przywiązują do merytorycznego przygotowania trenerów, a szczególnie trenerów pracujących z dziećmi młodzieżą. Raz zdobyte kwalifikacje nie wystarczą. Trenerzy poprzez kolejne kursy, szkolenia mają obowiązek podnosić swoje umiejętności, potwierdzać licencje. Ten system jest efektywny. Potwierdzają to wyniki francuskich piłkarzy, piłkarzy ręcznych, koszykarzy i siatkarzy także.

Widzę, że pozostajesz przede wszystkim człowiekiem siatkówki bo o dziennikarskiej części Twojego życia to specjalnie nie porozmawialiśmy. Może, więc o tym w drugiej części rozmowy…

Ale te światy: siatkówki i mediów się przenikają…

Wiem i dlatego o tym w drugiej części rozmowy…

 

Tomasz Swędrowski:

Dziennikarz, komentator siatkarski Polsatu, praktycznie od początku jego powstania. Rozpoczynał dziennikarską przygodę w Polskim Radiu Wrocław w roku 1988.

Były zawodnik Gwardii Wrocław (mistrz i wicemistrz Polski) oraz francuskiego Bourges.