Polscy siatkarze ulegli 2:3 Bułgarii w ostatnim, bardzo zaciętym meczu grupowym mistrzostw Europy.
W 1/8 czempionatu reprezentacja Polski zmierzy się z Łotwą.
Jeszcze przed meczem Polacy wiedzieli, że bez względu na wynik wyjdą z grupy z 1.miejsca. Bułgarzy z kolei powinni wygrać za 3 punkty, by trafić na korzystniejszą dla siebie ścieżkę w fazie pucharowej.
Polska – Bułgaria 2:3 (25:20, 29:31, 23:25, 25:19, 18:20)
Nikola Grbić zdecydował się na jedną zmianę w składzie względem wczorajszego meczu z Ukrainą - w miejsce Wilfredo Leona na parkiecie pojawił się Kamil Semeniuk. Początek seta był wyrównany, a oba zespoły wymieniały się ciosami w polu serwisowym. Bułgarzy popełniali jednak znacznie więcej błędów na zagrywce, co kosztowało ich cenne punkty. Biało-Czerwoni mieli tę odsłonę pod kontrolą, dzięki czemu zbudowali kilkupunktową przewagę, której nie pozwolili sobie odebrać do samego końca. Bardzo dobrze wyglądała gra polskiego bloku, który czytał rywali i przynosił bezpośrednie punkty. Tę partię zamknął skuteczny atak Bartłomieja Bołądzia, przy wyniku 25:20.
Druga partia przyniosła znacznie więcej emocji. Bułgarzy, niesieni dopingiem własnej publiczności, prezentowali się znacznie lepiej, choć cały czas nękały ich błędów na zagrywce. Po stronie Polaków również mnożyły się niedokładności, które niestety tym razem miały swoje konsekwencje, nawet jeśli Biało-Czerwoni prowadzili już 15:10. Świetnie w tej części spotkania zagrał Denisław Bardarow, atakujący z ponad 80-procentową skutecznością. Swoje w ofensywie robił też Aleksandar Nikołow, dzięki czemu gospodarze nawiązali walkę z polskim zespołem. Emocjonująca końcówka rozstrzygnęła się dopiero w grze na przewagi, z której ostatecznie obronną ręką wyszli Bułgarzy, wyrównując stan spotkania.
W trzecią partię reprezentacja Polski weszła z Kewinem Sasakiem, który w poprzedniej odsłonie zastąpił Bartłomieja Bołądzia. Bułgarzy nie zwalniali tempa – grali z prawdziwą pasją i walecznością, w czym z pewnością pomagał głośny doping kibiców, zagrzewający ich do walki. Na polskiej stronie siatki sporo było chaosu, na który reagował Nikola Grbić, po raz kolejny sięgając do kwadratu rezerwowych – na boisko wrócił Bartłomiej Bołądź, a w końcowych wymianach Marcina Komendę zastąpił Jan Firlej. Rewelacyjnie grał Aleksandar Nikołow, fetujący swoje akcje wraz z bułgarską publicznością. To właśnie różnica w ofensywie (38% do 56%), szczególnie w grze na kontrze, przesądziła o losach tego seta i to gospodarze wyszli na prowadzenie w meczu.
Czwarta odsłona przyniosła znacznie lepszą grę reprezentacji Polski, którzy przycisnęli w polu serwisowym, zmuszając rywali do niedokładności (14:10). Biało-Czerwoni wrócili też do dobrej pracy bloku, co stwarzało im szansę do wyprowadzenia skutecznych kontrataków. Rywale tymczasem popełniali sporo błędów, a to komplikowało ich sytuację, zwłaszcza, że podopieczni Nikoli Grbicia nie zwalniali ręki na zagrywce i sięgali po punkty w tym elemencie. To właśnie as serwisowy Bartłomieja Lemańskiego dał naszym kadrowiczom piłkę setową. Niestety w kolejnej akcji nasz środkowy przeszedł linię 9 metra, przedłużając szansę Bułgarów. Choć w kolejnej wymianie Denisław Bardarow posłał punktową zagrywkę, to już w następnej akcji posłał piłkę na aut, kończąc tę część meczu. O zwycięstwie w Sofii zdecydował tie-break.
Początek piątego seta przebiegał pod wyraźne dyktando Bułgarów, którzy zawęzili grę do fenomenalnego Aleksandara Nikołowa. Biało-Czerwoni odrobili jednak stratę i nawiązali wyrównaną walkę punkt za punkt. Po obu stronach siatki trwała wymiana ciosów, która znalazła swoje rozstrzygnięcie w grze na przewagi. Każdy z zespołów miał w grze piłki meczowe, ale dopiero skuteczny blok na Kamilu Semeniuku zamknął to spotkanie. W polskim zespole w całym spotkaniu najwięcej punktów na koncie zapisał właśnie Semeniuk (22), natomiast w Bułgarii liderem był Aleksandar Nikołow, który zakończył mecz z 37 „oczkami”.
W 1/8 mistrzostw Europy reprezentacja Polski zagra z Łotwą. Spotkanie zaplanowane jest w sobotę.




