SPONSORZY GŁÓWNI

Oficjalny Partner Serwisu

Mariusz Szyszko fot. Piotr Sumara/Arch.pryw., 30 grudnia 2020

Pierwsza szóstka na sześćdziesięciolecie Waldemara Wspaniałego.

Waldemar Wspaniały osiągnął sukces jako zawodnik, trener i działacz. W sumie zdobył 24 trofea. Jego życie od sześćdziesięciu lat kręci się wokół siatkówki. Podobnie krążą na pozycjach siatkarze na boisku. Jak wygląda pierwsza szóstka wspomnień Waldemara Wspaniałego? A właściwie siódemka, bo nie zapominamy o pozycji libero.

Pozycja numer 1. – Płomień Milowice

Sprawą najważniejszą, która później zadecydowała o całym moim życiu, nie tylko sportowym, był moment powstania Płomienia. Zacząłem trenować mając 14 lat w 1960 roku. Dwa razy w tygodnie chodziłem na zajęcia SKS. W szkole trenowałem poza siatkówką koszykówkę, piłkę ręczną i nożną. To była wtedy jedyna forma spędzania wolnego czasu poza zabawą na podwórku, gdzie wszystkiego się uczyliśmy. Pięć lat później zacząłem trenować w nowopowstałym A-klasowym Płomieniu. Po roku, kiedy zakończyłem szkołę i jednocześnie awansowaliśmy do trzeciej ligi zaczęła się ta prawdziwa siatkówka. Zostałem zatrudniony w kopalni, tak jak pozostali sportowcy z różnych sekcji Płomienia. Naszym dyrektorem był późniejszy wiceminister górnictwa i energetyki Janusz Strzemiński. W tamtych czasach była to najważniejsza gałąź gospodarki, co ciekawe siedziba ministerstwa była w Katowicach, a nie w Warszawie. Nasz szef był wizjonerem. Pamiętam bankiet z 1968 roku, po równoczesnym awansie do drugiej ligi nas i dziewczyn. Podczas imprezy w przykopalnianym domu kultury w Milowicach powiedział, że za 10 lat będziemy grać jak Real Madryt. Nieźle się wtedy uśmialiśmy, a okazało się, że miał rację. Przez te 10 lat zostały zbudowane dwa bardzo mocne zespoły. W ciągu roku została zbudowana hala, szkolono młodzież, z sezonu na sezon dziewczyny i my rośliśmy w siłę, a zakończyło się to tytułami mistrzostw Polski i zdobyciem Pucharu Europy w 1978 roku. Czyli nasz prezes miał niebywałą intuicję i wyczucie. Mimo, że kopalnia została zasypana do dziś wszyscy bardzo ciepło wspominają czasy Janusza Strzemińskiego, który dożył sędziwego wieku i mieszka nadal w regionie.

Stworzony został profesjonalny klub. Początkowo pracowaliśmy trzy, cztery godziny dziennie. Po awansie do drugiej ligi zajmowaliśmy się tylko treningiem. To zaowocowało sukcesami. W latach siedemdziesiątych. Dziewczyny zdobyły pięć, a my dwa tytuły mistrzowskie. W 1979 roku obie sekcje, jedyny raz w historii polskiej siatkówki zdobyły złote medale. W zeszłym roku na spotkani z okazji czterdziestolecia tego wydarzenia spotkało się ponad 120 osób z rodziny, bo tak o sobie możemy powiedzieć. Ludzie żyli razem, przyjaźnili się. Powstawały rodziny, rodziły się dzieci, które często kontynuowały tradycje sportowe. Nie tylko siatkarskie, czego przykładem jest nasz tenisista Jurek Janowicz, syn siatkarzy Ani Szalbot i Jerzego Janowicza.

Niestety, Płomień się skończył. Po apogeum lat siedemdziesiątych, gdzie trenerami Płomienia były legendy: Jurek Wagner i Janusz Strzelczyk, a później wychowankowie: Rysiek Bosek, Jurek Malinowski czy ja nastąpił początek lat dziewięćdziesiątych. Po przemianach 1989 roku weszliśmy w zupełnie inną rzeczywistość. Jeszcze przez pewien czas Płomień jakoś się utrzymywał. Dziewczyny jeszcze zdobywały medale, ja nadal miałem reprezentantów w składzie, ale czasy były coraz trudniejsze. Najpierw wycofała się kopalnia, górnicy nie chcieli więcej sportu na kopalni. W 1990 roku jako trener i wiceprezes klubu brałem udział w podjęciu chyba najtrudniejszej decyzji w życiu. Musieliśmy rozwiązać sekcję kobiecą, a mężczyzn połączyliśmy z klubem z Kazimierza. Kopalnia Kazimierz-Juliusz jeszcze fedrowała, związki zawodowe zgodziły się i od 1991 powstał nowy klub Kazimierz – Płomień. Tą smutną klamrą zamknąłem najważniejszy okres mojego życia.

Pozycja numer 2. – Stilon Gorzów

Po czterech latach pracy jako trener Kazimierza – Płomienia już jako szkoleniowiec z dwunastoletnim stażem podjąłem decyzję o zmianie środowiska. Dzisiaj wiem, że co najmniej o dwa lata za późno. W 1995 roku przyjąłem propozycję ze Stilonu Gorzów. Zastąpiłem na ławce Jurka Wagnera. Po moim odejściu Andrzej Urbański zdobył z Kazimierzem mistrzostwo Polski, a ja spadłem ze Stilonem z ligi. Mimo tego wiem, że była to dobra decyzja. W pierwszym roku zastałem zespół osłabiony odejściem do Stali Stocznia Szczecin podstawowych siatkarzy: Romka Bartuziego, Karola Hachuły i Jarka Wojczuka. Spadliśmy z ligi, ale został wtedy wypromowany młody Sebastian Świderski. Po spadku trójka o której wspominałem wróciła ze Szczecina, bez problemów awansowaliśmy z powrotem, a co najważniejsze wygraliśmy Puchar Polski. W finale po raz ostatni rozgrywanym starym systemem liczenia punktów pokonaliśmy Mostostal Kędzierzyn – Koźle 3:0, w ostatnim secie 15:0, co przeszło do historii. Udało mi się stworzyć w Gorzowie mocny zespół oparty, co jest bardzo ważne na wychowankach. Siedmiu na dwunastu siatkarzy pochodziło z Gorzowa Wielkopolskiego.

Pozycja numer 3. – Mostostal Azoty Kędzierzyn - Koźle

Już po tym wygranym finale otrzymałem propozycję pracy od prezesa Mostostalu Kazimierza Pietrzyka. Odmówiłem ze względu na ważny kontrakt. Poleciłem Janka Sucha, który został tam trenerem. Po dwóch latach, w 1999 roku, po zakończeniu mojej umowy w Gorzowie temat wrócił. Propozycję przyjąłem i to był mój najlepszy czas jeżeli chodzi o karierę trenerską. Najpierw podpisałem kontrakt na trzy lata, później przedłużyłem jeszcze o dwa. Cztery mistrzostwa Polski, trzy Puchary Polski, trzy finały pucharów europejskich. Graliśmy z najlepszymi klubami, z gwiazdami takimi jak: Grbic, Dante, Ball, Bracci, Jakovlev, Cuminetti. Mostostal był przy nich kopciuszkiem. Poza Sławkiem Gierymskim i Rafałem Musielakiem byli to chłopcy 22, 23-letni, którzy dojrzewali siatkarsko na moich oczach. Ten wspaniały okres, jak każdy miał swój kres. Traciliśmy kluczowych zawodników. Sebastian Świderski wyjechał do Włoch, Paweł Papke odszedł do Olsztyna, Rafał Musielak złapał kontuzję z coraz większym trudem broniliśmy pozycji lidera. Raj się skończył, skończyła się też po pięciu latach moja praca jako trenera w Kedzierzynie. Wróciłem tam w 2015 roku jako członek Rady Nadzorczej klubu. Starałem się pomóc Sebastianowi Świderskiemu w pracy prezesa. Chyba się udało, bo przez cztery lata zdobyliśmy trzy mistrzostwa, srebrny medal i Puchar Polski.

Pozycja numer 4. – PZPS

Zadawałem sobie pytanie. Co dalej robić? W 2004 jako przewodniczący Rady Trenerów zostałem zgłoszony do władz Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Zastaliśmy nieciekawą sytuację . Związek miał cztery miliony długu. Udało się nam z tego wygrzebać. Podjęliśmy jako Zarząd odważną decyzję zatrudnienia trenera z zagranicy. W drodze pierwszego w historii konkursu na trenera z 23 kandydatów wybrany został Raul Lozano. Na jego wynagrodzenie musieliśmy zaciągnąć kredyt. Z resztą nie tylko na to. Powstała nowa siłownia w Spale, zmieniliśmy wiele wokół pierwszej reprezentacji. W czasie mojej czteroletniej kadencji udało się wprowadzić wiele nowości, a przede wszystkim po długiej przerwie zdobyliśmy srebrny medal mistrzostw świata w Japonii. W tamtych czasach pracowaliśmy społecznie, dostałem zgodę na poprowadzenie AZS Olsztyn, który objąłem jako trener w trakcie sezonu 2005-2006. Niestety nie udało mi się zrealizować zamierzonego celu, czyli mistrzostwa Polski. Przegraliśmy trzy mecze ze Skrą Bełchatów po 2:3, w każdym prowadząc 2:0. Mimo złożonej przez zarząd AZS propozycji pozostania w klubie odmówiłem, czując się odpowiedzialnym za półfinałową porażkę. Wróciłem do pracy w PZPS, torując drogę trenerską Mariuszowi Sordylowi, który dzięki temu porzucił pracę w branży gastronomicznej i dzisiaj jest poważnym trenerem. Wracając do spraw związkowych, w  2008 roku  w Pekinie po raz pierwszy od 1968 roku zagrały w turnieju dwie reprezentacje: żeńska i męska. Uważam, ze ta czteroletnia kadencja, mimo początkowych problemów była udana. Bez olbrzymich pieniędzy osiągnęliśmy sukcesy, które do dziś ciężko powtórzyć.

Pozycja numer 5.- Bydgoszcz

Po zakończeniu kadencji, trzeciej w Zarządzie, pierwszej jako wiceprezes podjąłem decyzję o niekandydowaniu w kolejnych wyborach. Jesienią 2008 roku otrzymałem propozycję pracy z Bydgoszczy. Tym razem w roli strażaka. Zespół był na ostatnim miejscu, miał jeden zdobyty punkt. Jakoś udało mi się ten zespół poukładać, załapaliśmy się do play-off na siódmym miejscu. Mam do dziś z tego dużą satysfakcję. W tym czasie dałem szansę gry Dawidowi Konarskiemu, który na lata stał się podstawowym zawodnikiem klubów i reprezentacji. W Bydgoszczy nie osiągnęliśmy może jakiś ogromnych sukcesów, ale na tamte warunki spisywaliśmy się bardzo dobrze. W klubie pojawili się: Grzegorz Szymański, Andrzej Wrona, Paweł Woicki, Michał Masny. Czułem jednak, że moja kariera trenerska powoli zmierza do mety. W 2011 roku na konferencji prasowej ogłosiłem zakończenie pracy trenerskiej po 28 latach. Podziękowałem wszystkim z którymi miałem okazję w tym czasie współpracować, między innymi z 48 reprezentantami Polski. To był koniec trenerki.

Pozycja numer 6. – Siatkarskie Ośrodki Szkolne

Po powrocie do Warszawy otrzymałem z Polskiej Ligi Siatkówki propozycję kierowania Młodą Ligą, która z powodzeniem rozgrywana była przez kilka sezonów. W tym samym czasie rozpoczęły się rozmowy dotyczące projektu stworzenia systemu szkolenia dzieci i młodzieży. Mieliśmy szczęście, że udało nam się zainteresować  tym tematem premiera Waldemara Pawlaka i ministra Michała Strąka. W 2011 roku podczas finału Ligi Światowej w Gdańsku na konferencji prasowej premier Pawlak po raz pierwszy powiedział o zaangażowaniu pieniędzy państwowych w projekt Siatkarskich Ośrodków Szkolnych. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko.6 grudnia otrzymaliśmy informację, że Rada Ministrów zatwierdziła 30 milionów na projekt. Dostaliśmy piękny mikołajkowy prezent. Wtedy zaczęła się walka z czasem. Mieliśmy obiecane pieniądze, musieliśmy przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego zorganizować trenerów, szkoły, rekrutację młodzieży. Równolegle trwały rozmowy z Ministerstwem Sportu na temat sposobu wydatkowania tych środków. Odbyło się wiele spotkań, na których czasami było bardzo nerwowo. Skończyło się to moim zawałem serca w kwietniu 2012 roku. Po miesiącu rehabilitacji wróciłem do pracy i pod koniec lipca osiągnęliśmy ostateczne porozumienie z ministerstwem. Program ruszył we wrześniu 2012 roku i trwa do dzisiaj, co więcej z roku na rok obejmuje coraz liczniejszą grupę dzieci i młodzieży. W 2012 było ich 3600 dzisiaj jest około 9000. Mało kto wierzył na początku w powodzenie tego projektu. Dziękuję wszystkim, którzy od początku do dzisiaj byli i są zaangażowani w pracę w SOS. Traktuję ten projekt jak piąte mistrzostwo Polski. Jest to nasz olbrzymi sukces.

Pozycja numer 7. (libero) – Reprezentacja

Zostałem trenerem reprezentacji w 2001, dwa i pół roku trwała ta przygoda. Łączyłem funkcję trenera niepokonanego wówczas Mostostalu i trenera kadry. Wtedy warunki pracy, trenowania w klubie były lepsze niż w reprezentacji. To był według mnie najgorszy okres w historii. Mimo tego udało się dwukrotnie zająć piąte miejsca na mistrzostwach Europy, byliśmy w turnieju finałowym Ligi Światowej. Większość chłopaków dopiero się rozwijała, mimo doświadczenia klubowego, dopiero uczyli się gry w dorosłej reprezentacji. Na świecie rządzili Brazylijczycy, Rosjanie, Serbowie i Włosi, my dopiero próbowaliśmy z nimi walczyć. W 2002 roku podczas Ligi Światowej wygraliśmy trzykrotnie z wielką Brazylią. Na konferencji prasowej trener Brazylijczyków nie tylko kurtuazyjnie powiedział, że Polacy są jednym z faworytów mistrzostw świata w Argentynie. Faktycznie graliśmy dobrze. Żal mi tych mistrzostw. Graliśmy bez kontuzjowanego Pawła Zagumnego, który do końca walczył o powrót do gry. Pojechał z nami do Argentyny. Pamiętam ostatni sparing z Tunezją, podczas rozgrzewki dostałem sygnał, że Paweł zszedł do szatni. Tam zastałem go w rozpaczy z bólu i z żalu, bo wiedział, że w turnieju nie zagra. Mimo tego nieszczęścia walczyliśmy. Z grupy wyszliśmy ze zwycięstwem nad Włochami. Pierwszy mecz kolejnej fazy przegraliśmy z Rosjanami 2:3, w piątym secie 13:15. Po tej porażce trudno się było chłopakom podnieść i w efekcie zajęliśmy dziewiąte miejsce. Rok później po piątym miejscu na mistrzostwach Europy pod presją władz klubu, które oczekiwały mojego skupienia się na pracy w Mostostalu i nagonki medialnej złożyłem rezygnację z funkcji trenera reprezentacji. Nie pojechałem na Olimpiadę do Aten. Tego żałuję. Dzisiaj zrobiłbym inaczej.

  • 7
  • 2
  • 8
  • 0
  • 1