SPONSORZY GŁÓWNI

Oficjalny Partner Serwisu

Katarzyna Porębska, 6 kwietnia 2017

W Arenie Szczecin na co dzień swoje mecze w PlusLidze rozgrywa Espadon Szczecin. W sierpniu w tym samym obiekcie rozegrane zostaną spotkania grupy B EUROVOLLEY 2017 z udziałem reprezentacji Czech, Niemiec, Słowacji i Włoch. - Hala jest nowoczesna i przestronna. Myślę, że wszystkim drużynom będzie się tam dobrze grało - mówi Michał Mieszko Gogol.

pzps.pl: Jakie jest pana pierwsze skojarzenie, kiedy padają słowa Morze Szczecin?
Michał Mieszko Gogol:
Morze Szczecin to klub, na którego mecze chodziłem będąc dzieckiem. Tata zabrał mnie nawet na pamiętny mecz z Maceratą, podczas którego jeszcze w starym systemie punktowym Morze Szczecin wygrało seta 15:0. Trenerem włoskiej drużyny w tamtym czasie był Raulo Lozano. Pamiętam, że na pomeczowej konferencji prasowej powiedział, że jeszcze nigdy nie przegrał seta 0:15. Z tego spotkania pamiętam niesamowitą serię zagrywek Krzysztofa Janczaka. Siatkarze, którzy grali w tym okresie w Morzu Szczecin byli moimi idolami. Wielu z nich poznałem osobiście, z wieloma rozmawiałem, a w późniejszym czasie pracowałem. Barwy szczecińskiego klubu reprezentował m.in. Paweł Zagumny, Witold Roman, Radosław Wnuk, Krzysztof Gierczyński, Michał Ruciak i Michał Ostrowski. Można powiedzieć, że to był mój świat dzieciństwa, który bardzo mnie zauroczył. Dawna hala SDS, czyli Szczecińskiego Domu Kultury była naszą świątynią, tj. na przykład Hala Polonia w Częstochowie. Uważam, że potrafiono stworzyć tam specyficzny klimat. Cieszę się, że mogłem reprezentować ten klub na boisku, choć co prawda w dużo niższej klasie rozgrywek. W latach kiedy grałem klub był już przeorganizowany, nazywał się Morze Bałtyk. Mimo wszystko cieszę, że przez cztery lata mogłem być zawodnikiem tej drużyny.

- Morze Szczecin zdobyło łącznie osiem medali mistrzostw Polski - dwa złote i po trzy srebrne i brązowe. Trudno uwierzyć, że klub z tak bogatą historią praktycznie z dnia na dzień zniknął z mapy siatkarskiej ekstraklasy. Dlatego tak się stało?
- Na to duży wpływ miały finanse. Do siatkówki zaczęły „wchodzić” duże pieniądze. Niestety te wielkie pieniądze ominęły nasze miasto, a klub w pewnym momencie stracił swoją płynność finansową. Potem nie było kogoś, kto chciałby od nowa odbudować klub, wykładając na to większe fundusze. Na szczęście po trzynastu latach wróciliśmy do PlusLigi. Udało się to zrobić tylko i wyłącznie dzięki bardzo silnej woli Jakuba Markiewicza i kilku osobom z miasta, którym na tym naprawdę bardzo mocno zależało.

- Teraz po tych trzynastu latach przerwy ma pan okazję prowadzić drużynę Espadon Szczecin w PlusLidze.
- Jestem bardzo zmotywowanym człowiekiem jeśli chodzi o moją pracę. Jestem bardzo dumny i szczęśliwy, że mogę pracować dla Szczecina. Wielokrotnie powtarzałem i powtórzę jeszcze raz, że jestem wdzięczny Asseco Resovią Rzeszów, z którą rozwiązałem kontrakt po ostatnim sezonie. Prawda jest taka, że władze klubu z Podkarpacia mogły nie wyrazić zgody i zobowiązany byłbym do wywiązać się z wcześniej popisanej umowy. Zrozumienie włodarzy Asseco Resovii wiele dla mnie znaczyło. Nie ukrywam, że bardzo chciałem zrobić coś dla miejsca, które jest dla mnie ważne. Szczecin to moje rodzinne miasto. Istotne dla mnie jak i moich bliskich. Najlepsze co mogłem zrobić to wrócić właśnie tam i tę wiedzę, którą posiadłem m.in. w Częstochowie, reprezentacji Polski i Asseco Resovii przekazać drużynie ze Szczecina. Mój system wartości jest trochę inny. Być może nie do końca zrozumiały. Jednak dla mnie na pierwszym miejscu zawsze liczy się spełnianie, progres, pójście do przodu, dzięki czemu człowiek staje się jeszcze lepszy.  Przy okazji mam szansę zrobić coś dla swojego rodzinnego miejsca.

- Osiem lat temu wyjechał pan ze Szczecina i rozpoczął pracę w klubie z Częstochowy, a potem Rzeszowa. Pamiętam jedną z naszych rozmów, kiedy powiedział pan, że któregoś dnia wróci do swojego rodzinnego miasta i tam będzie zajmował się siatkówką. Dotrzymał pan słowa.
- To było moje marzenie. Jestem człowiekiem, który spełnia swoje marzenia. Spełniłem już ich wiele i mam kolejne. Wierzę, że uda się je spełnić. Oczywiście musiały pojawić się sprzyjające okoliczności. Nie zawsze od razu da się wszystko zrobić. To prawda, że pracując jeszcze w Częstochowie powiedziałem, że chciałbym kiedyś wrócić do Szczecina. Dotrzymałem słowa. Powiem więcej, wierzyłem wtedy, że możliwy jest powrót PlusLigi do Szczecina i to, że będę w tej drużynie.

- Na co dzień Espadon Szczecin rozgrywa swoje mecze Arenie Szczecin. W tym samym obiekcie rozgrywane będą mecze EUROVOLLEY 2017. W fazie grupowej zmierzą się tam reprezentacje Czech, Niemiec, Słowacji i Włoch. Chyba już teraz śmiało możemy powiedzieć, że wspomnianym drużynom będzie się tam bardzo dobrze grało?
- W mojej opinii nie mamy czego się wstydzić. Hala jest nowoczesna i przestronna. Ponadto posiada ona drugą mniejszą halę, która może służyć jako tzw. rozgrzewkowa. Nasz zespół bardzo często zresztą tam trenuje, podobnie jak Chemik Police. Hala ma naprawdę bardzo dobre zaplecze. Ulokowana jest trochę za miastem, ale za to dobrze skomunikowana. Myślę, że wszystkie drużyny będą zadowolone. Cieszy fakt, że ta wielka międzynarodowa siatkówka na poziomie reprezentacji wraca na Pomorze Zachodnie.

- Pana zdaniem, która drużyna ma największe szanse na wyjście z grupy?
- Szczerze mówiąc przy wsparciu niemieckich kibiców, którzy będą mieli niedaleko do Szczecina wydaje się, że to właśnie reprezentacja Niemiec powinna zająć pierwsze miejsce w grupie. W mojej ocenie niemiecka drużyna wydaje się być takim cichym faworytem. Oczywiście w grupie są jeszcze Włosi, którzy mają bardzo silny zespół. Jednak osobiście zaryzykowałbym i postawiłbym na reprezentację Niemiec.

  • 0
  • 0
  • 30
  • 0
  • 2