SPONSORZY GŁÓWNI

Oficjalny Partner Serwisu

Anna Daniluk, fot. Adrian Sawko, 12 kwietnia 2018

Red Bull „Siatkarskie skrzydła”: Magdalena Stysiak

Podczas turnieju finałowego MP juniorek w Dębicy wybrano najlepszą szóstkę czempionatu. Wyróżnione siatkarki zostały objęte programem Red Bulla „Siatkarskie skrzydła”. Jedną z zawodniczek jest Magdalena Stysiak, brązowa medalistka i zdobywczyni indywidualnej nagrody dla najlepszej atakującej.

pzps.pl: Przygotowując się do wywiadu zauważyłam, że często rozmawiasz z dziennikarzami. Czujesz się już zawodową siatkarką czy wciąż dziewczyną, która gra w siatkówkę?
Magdalena Stysiak:
Jeszcze nie można tego powiedzieć, że czuję się dojrzałą zawodniczką, bo ciągle brnę do przodu i cały czas się rozwijam. Trening pozwala mi na stały postęp, co jest bardzo potrzebne abym w przyszłości mogła stać się zawodową siatkarką.

Lubisz udzielać wywiadów?
Powiem szczerze, że nie zawsze (śmiech), ale teraz dlaczego by nie? (śmiech)

Która część siatkarskiego życia wydaje Ci się najtrudniejsza i wymaga od Ciebie najwięcej?
Najgorsza jest dla mnie odległość od rodziny. Gram aktualnie w Chemiku Police a moi najbliżsi mieszkają w mojej rodzinnej miejscowości pod Wieluniem więc dzieli nas 460 km. Więź z rodziną jest dla mnie najważniejsza i przykro mi, że już od 13. roku życia jestem poza domem. Właśnie wtedy grałam SMSie Szczyrku, więc niestety musiałam bardzo szybko dojrzeć. Na szczęście pomagały mi wówczas dziewczyny, które były starsze ode mnie i zawsze mnie wspierały. Teraz jestem im za to ogromnie wdzięczna, bo bez nich byłby to trudny czas.

A ta najlepsza część bycia sportowcem?
Najlepszą częścią siatkarskiego życia są znajomości z całego świata i z całej Polski. Właściwie wszędzie gdzie jedziemy zapoznajemy jakieś nowe koleżanki. Cenny jest dla mnie również trening dwa razy dziennie, bo to jest ruch a sport, jak to się mówi, to zdrowie. Choć muszę przyznać, że zawodowego sportu nie nazwałabym zdrowiem, bo sama miałam półtora roku temu problemy z kolanami i inne urazy.

Jak się czujesz teraz?
Teraz jest w porządku, ale miałam przerwę pół roku przez miednicę z powodu zmęczeniowego złamania biodra i właściwie dopiero teraz udało mi się rozegrać cały sezon tak, żeby być w toku treningów bez żadnej przerwy. Dzięki temu mogłam przyjechać z drużyną na mistrzostwa juniorek.

Do siatkówki przekonał Cię brat. Ale dlatego, że sama go podpatrywałaś czy odgórnie powiedział idziemy na trening?
Mój brat uprawiał siatkówkę jeszcze w szkole w ramach tamtejszych rozgrywek i u niego zawsze była tylko „siatkówka” i „siatkówka”. Mówił, że jest fajnie i że mu się podoba więc ja też pomyślałam dlaczego by nie spróbować? W ten sposób mnie nakłonił.

Ile lat już grasz?
Gram od piątej klasy podstawówki czyli kiedy miałam jedenaście lat.

Rozdałaś już kiedyś autograf?
Tak! Pamiętam, że była to druga runda eliminacji do Mistrzostw Europy w Szczyrku. Ja wtedy dopiero zaczynałam swoją grę i trener Popik powołał mnie do kadry bodajże seniorek, bo byłam w drużynie między innymi razem z Malwiną Smarzek. Po wygranym meczu wszystkie dzieci przybiegły z trybun i prosiły nas o autografy. Ja nawet nie wiedziałam jak mam to napisać! (śmiech) Czy samo imię, czy samo nazwisko…? Nie miałam pojęcia! (śmiech).

Dalej podziwiasz Małgosię Glinkę?
Tak, to cały czas jest mój siatkarski autorytet.

Wiem, że jej mąż jest twoim menedżerem. Masz okazję jakoś się z nią kontaktować, żeby udzieliła Ci jakiś porad?
Tak, jestem bardzo zadowolona, że pan Roberto Mogentale jest moim menedżerem, bo bardzo wiele mu zawdzięczam. To on mnie wyciągnął z tych kontuzji i dzięki niemu mogłam leczyć się we Włoszech. Pan Roberto z panią Gosią odwiedzili mnie nawet w domu. Tak więc znajomość z nimi jest dla mnie bardzo cenna i cieszę się z niej.

W jakim miejscu widzisz siebie za dziesięć lat?
Najważniejsze będzie zdrowie, ale chciałbym stać się jedną z czołowych zawodniczek na świecie.

Liga włoska czy rosyjska?
Raczej włoska. I moją pracą i determinacją będę dążyć do tego, by w niej zagrać. Chcę żeby świat o mnie usłyszał.

Miałaś okazję zagrać w meczu LSK. Czułaś stres?
Kiedy trener mnie zawołał i powiedział, że muszę wejść na boisko stres był bardzo duży. Myślę, że to głównie przez mój młody wiek. Na szczęście podczas samej gry nie było już tak źle. Zwłaszcza, że później stres i emocje opadły, mecz był wygrany więc wszystko było w najlepszym porządku.

  • 8
  • 0
  • 50
  • 1
  • 0