W niedzielę rozegrane zostały ostatnie mecze turnieju Siatkarskiej Ligi Narodów w PreZero Arenie w Gliwicach.
W pierwszym spotkaniu Niemcy wygrały z Chinami, w drugim natomiast Belgia podejmie reprezentację Turcji.
Chiny – Niemcy 1:3 (20:25, 20:25, 25:22, 19:25)
Chińczycy nie mieli dotąd szczęścia w polskiej odsłonie rozgrywek Siatkarskiej Ligi Narodów. W swoim pierwszym spotkaniu, rozegranym w środowe popołudnie, dość łatwo ulegli Turkom w trzech setach, dzień później natomiast zdołali wyrwać jedną partię reprezentacji Belgii, lecz w kolejnych trzech odsłonach musieli uznać wyższość rywali. W trzecim starciu Chińczycy zostali pokonani przez Argentyńczyków. Niemcy w Gliwickim turnieju spisywali się nieco lepiej: na trzy rozegrane mecze mieli na koncie jedno zwycięstwo z reprezentacją Belgii (3:1) oraz dwie przegrane: z Polską (1:3) oraz Argentyną (2:3).
Sąsiedzi zza naszej wschodniej granicy byli niekwestionowanymi faworytami pierwszego rozgrywanego w niedzielne popołudnie boju i od pierwszych piłek udowadniali, że z całą pewnością zasłużyli na to miano. Dobra dyspozycja w ataku pozwoliła im szybko zbudować kilkupunktowe prowadzenie, które stopniowo zwiększali. W ostatnich minutach Chińczycy poderwali się jeszcze do walki i zaczęli odrabiać straty, nie wystarczyło im jednak czasu, by doprowadzić do remisu w tym secie. W ostatniej akcji skutecznym atakiem popisał się Tobias Krick (25:20).
Druga odsłona dzisiejszego spotkania była już zdecydowanie bardziej wyrównana, Chińczycy znacząco poprawili swoje przyjęcie i nie pozwolili przeciwnikom na wypracowanie wysokiej przewagi. Przez dłuższy czas zespoły walczyły ze sobą punkt za punkt, dopiero w okolicy piętnastego punktu Niemcy zaliczyli pierwszą serię punktową. Chwilowy przestój nie zdeprymował jednak reprezentantów Azji, którzy ponownie wyrównali wynik, ale ostatecznie to niemieccy siatkarze zachowali więcej zimnej krwi i mimo nieco większych trudności niż w premierowej odsłonie spotkania, również drugiego seta rozstrzygnęli na swoją korzyść (25:20).
W trzeciej partii Chińczycy znaleźli się pod ścianą i musieli sięgnąć po wszystkie dostępne środki, jeżeli chcieli myśleć o przedłużeniu losów tej rywalizacji o kolejne odsłony. Pierwsze skrzypce w ataku grał przyjmujący chińskiej reprezentacji, Bin Wang, który raz po raz punktował na siatce. Zdezorientowani Niemcy nie zupełnie nie potrafili odnaleźć się w nowej sytuacji, co rywale wykorzystali bez chwili zawahania i przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść (25:22).
Pomimo bardzo dobrego występu w trzeciej partii, w czwartym secie zawodnicy z Azji nie poszli za ciosem i od pierwszego gwizdka pozwolili rywalom się zdominować. Szkoleniowiec chińskiej ekipy zdecydował się na przeprowadzenie zmian, szybko poprosił też o przerwę dla swoich podopiecznych, nie przyniosło to jednak większej zmiany w dyspozycji jego zawodników. Niemcy nie wypuścili prowadzenia z rąk do samego końca, a decydujący punkt należał do Tobiasa Kricka (25:19).




