SPONSORZY GŁÓWNI

Oficjalny Partner Serwisu

Janusz Uznański - rzecznik Polskiego Związku Piłki Siatkowej, 14 października 2015

We wtorek zamieściliśmy pierwszą część rozmowy z najbardziej medalodajnym komentatorem telewizyjnym w historii polskiej siatkówki. Kontynuujemy pogawędkę z Tomaszem Swędrowskim – tym razem skupiając się na mediach.

We wtorek zamieściliśmy pierwszą część rozmowy z najbardziej medalodajnym komentatorem telewizyjnym w historii polskiej siatkówki. Kontynuujemy pogawędkę z Tomaszem Swędrowskim – tym razem skupiając się na mediach.

pzps.pl: Z mediami jesteś związany od ponad ćwierćwiecza. Jak dalece zmieniła się komunikacja z odbiorcą w tym czasie? Faktycznie jest natychmiastowa.

Tomasz Swędrowski: To prawda. Kiedy w 1988 roku zaczynałem pracę w Polskim Radiu Wrocław, jedyną forma nadawania był telefoin stacjonarny, ewentualnie tak zwane „sztywne łącze” zamawiane w telekomunikacji polskiej lub „nagra”. Po powrocie z kontraktu we Francji korzystałem już z telefonu komórkowego, słusznie ze względu na gabaryty i ciężar określanego cegłą. O jego skuteczności decydowało jednak słynne „pole”, czyli zasięg, a ten był w wielu miejscach nieosiągalny. Dopiero pojawienie się cyfrowych komórek stanowiło o prawdziwym przełomie. Od tego momentu o każdym wydarzeniu można było informować bezpośrednio z miejsca akcji. Teraz mamy do czynienia z wysypem portali społecznościowych, komunikatorów. Nie mam jednak Twittera, Facebooka bo nie odczuwam potrzeby dzielenia się z każdym, w każdym momencie doniesieniami, gdzie i z kim jestem, kogo spotkałem, co robię. Znajduję wystarczającą przestrzeń by opowiedzieć o tym podczas transmisji.

Kiedyś transmisja rozpoczynała się od wyjścia sportowców na arenę. Teraz dziennikarze, kamery towarzyszą im w drodze z hotelu, w szatni. Zawęża się przestrzeń na prywatność, intymność.

Tak, i trzeba się z tym pogodzić, bo jest taka potrzeba i przyzwolenie. Naturalnie, trener może powiedzieć mediom nie, ale czy będzie to skuteczne? Przecież teraz nagrania można dokonać za pomocą kamery, mikrofonu ukrytego na przykład w długopisie. Media potrafią jednak i póki co szanują „świętość szatni” tuż przed zawodami. Jeśli jednak dostaną zgodę na obecność w tym miejscu, to i zapewne będziemy mieć „live” z szatni, choć generalnie musi pozostać przestrzeń wyłączna dla sportowców.

Jeszcze do niedawna dziennikarz budował i dbał o swoje relacje ze sportowcami i na tym opierał też swój autorytet zawodowy. Teraz te relacje są często powierzchowne, a w związku z tym poziom przekazu dość płytki.

Nie zawsze, ale faktycznie rosnąca liczba dziennikarzy nie oznacza, że rośnie poziom merytoryczny. Tempo sprawia, że pojawiają się informacje niepełne, wyrwane z kontekstu. Przykładem niech będą doniesienia z podróży naszej kadry z Warny do Sofii. Na podstawie relacji medialnych można było dojść do wniosku, że to był koszmar. Byłem w tym autokarze i prawdą jest, że jechaliśmy dziewięć godzin, ale nie odczułem, ani też nie zauważyłem by to wiązało się z jakimś cierpieniem. Zawodnicy, sztab znieśli to dzielnie.

Czy masz ochotę „prostować” na antenie takie „rozbieżności”?

Nie. Skupiam się na tym by widzom zagwarantować rzetelny przekaz. Nie chcę odnosić się do działalności innych koleżanek i kolegów. Tak, jak każdy ma prawo oceniać moją pracę, tak i niech odbiorcy oceniają ich pracę.

Wróćmy do Twojej specjalizacji. Wolisz komentować solo, czy w duecie z ekspertem?

Każda sytuacja ma swoje dobre i… lepsze strony. W duecie zdarzają się sytuacje, że się możemy różnić. Wówczas skupiam się na prowadzeniu meczu, tak by nie uciekła widzom gra. Ekspert, a może nim być tylko siatkarz czasami dostrzeże niuanse, których nie zauważę, bo sam wiesz ile komentator musi realizować działań choćby związanych z technologią, strukturą transmisji, czyli na przykład reklamami, komunikacją ze stacją. Tego nie musi czynić ekspert, który może się skupić na grze. Byłbym nieszczery nie przyznając się do tego, że czasami lubię skomentować mecz sam. Po takim zdarzeniu chętniej wracam do pracy z ekspertem.

Ale przecież Ty też jesteś ekspertem, byłym siatkarzem. Może kluczem doboru w „pary” powinien być temperament?

Absolutnie tak. Trudno sobie wyobrazić duet ludzi o ogromnej ekspresji, jedynie krzyczących. To jednak powinny być osoby o różnym temperamencie. Naturalnie, w takich sytuacjach, jak mistrzostwo świata trudno, nie sposób powstrzymać emocje. Wychodzi z tego krzyk, który nie każdemu się może podobać…

…ależ, wprost przeciwnie. „Jesteśmy mistrzami świata” wykrzyczane przez Ciebie i Wojtka Drzyzgę ochrypłymi ze emocji i szczęścia gardłami było chyba największym oddaniem istoty sukcesu naszych siatkarzy i przeszło do kanonów telewizyjnego komentarza…

No tak, ale trzeba pamiętać o zachowywaniu umiaru. Nie ma co ekscytować się zwycięstwem nad Białorusią, bo trzeba mieć w pamięci, że być może za czas jakiś trzeba będzie cieszyć się z widzami, kibicami mistrzostwem. A wracając do Twojego pytania. Ludzie w duecie komentatorskim muszą się różnić temperamentami. Nie może być „płaski” i zagadać meczu i nie może być egzaltowany. Takie dobre duety to wynik często wielu lat pracy. Nowych ludzi trzeba wprowadzać powoli, nie zaczynać od meczów o wysoką stawkę. To identyczna droga jak w sporcie. Krok po kroku i rozważnie.

Który ze skomentowanych przez Ciebie jedenastu medali naszych reprezentacji ma dla Ciebie szczególne znaczenie?

Pierwszy – złoty naszych siatkarek w mistrzostwach Europy w 2003 roku. Dlaczego? Bo był pierwszy w historii żeńskiej i męskiej reprezentacji w mistrzostwach Starego Kontynentu. Po drugie, to były pierwsze lata działalności Polsatu, tworzył się Polsat Sport. Widzowie poznawali dopiero naszą stację. Do dziś mam wynik oglądalności finału z Turcji – 5,5 miliona widzów. To było imponujące i dowodziło, jaką siłę rażenia ma siatkówka, jak ludzie czekali na sukces. Z drugiej strony przełomowe było wicemistrzostwo świata siatkarzy w Japonii. Trzy lata później złoto mistrzostw Europy. Jak teraz tak myślę, ile było tych medali to sam widzę, że to naprawdę piękny czas dla naszej dyscypliny i dla mnie. W sumie wszystkie medale były cenne i trudno dokonywać gradacji, choć mistrzostwo świata w Polsce jest bezcenne. Mam zwyczaj gromadzić akredytacje z turniejów, które miałem przyjemność komentować i teraz dociera do mnie, że akredytacja z ubiegłorocznych mistrzostw świata jest na szczycie mojej galerii chwały.

A masz jeszcze jakieś komentatorskie marzenie?

Tak, skomentować medal igrzysk olimpijskich naszej reprezentacji, ale ze względu na układ praw telewizyjnych pewnie mi się to nie uda…

… ale ten rynek mocno się już zmienił, więc nie możesz tego wykluczyć…

… nie mogę, ale nie mam na to wpływu.

Jesteś najbardziej medalodajnym komentatorem gier zespołowych w Polsce. Jedenaście medali i to w ostatnich latach zdobywanych dość regularnie, ale czy jesteś w stanie wytłumaczyć widzom, że tak sytuacja nie jest wieczna?

Staram się to robić i podkreślać, że każdy z tych medali to odrębna historia, która wcale nie musi mieć powtórki. Fajnie, że póki co nasi siatkarze mają zdolność do regularności w sukcesach. Cały czas są w czołówce, bo naprawdę mamy zawodników i drużynę wybitną. Oczywiście, ktoś może powiedzieć – czwarte miejsce w Lidze Światowej, trzecie w Pucharze Świata bez kwalifikacji olimpijskiej, ale to nie znaczy, że oni są słabsi od rywali, ustępują im generalnie. Nie – to siatkarska czołówka jest wyrównana. My już nie ponosimy absolutnych porażek. Zdarzają się nam jedynie niepowodzenia i takie przesłanie chcę przekazać widzom, kibicom.

Czasy w przestrzeni publicznej są takie, że ceniona jest oryginalność. Nie silisz się jednak na oryginalność.

Nie silę się i nie będę silił. Trzeba na koniec transmisji dokonać podsumowania, ale rzetelnego i merytorycznego. Najtrudniej naturalnie czynić to po niepowodzeniach, szczególnie takich, jak z Włochami w Pucharze Świata. Bardzo to głęboko przeżyła nasza reprezentacja, kibice, ja. Wiem, że po tym meczu nawet nasi realizatorzy z Polsatu płakali. Trzeba jednak wiedzieć, że świat się nie skończył. Trzeba skupić się na kolejnych wyzwaniach – tu w Sofii a potem w Berlinie. Jeszcze wiele przed nami emocji i radości. Mamy naprawdę drużynę światowej klasy.

 

Tomasz Swędrowski:

Dziennikarz, komentator siatkarski Polsatu, praktycznie od początku jego powstania. Rozpoczynał dziennikarską przygodę w Polskim Radiu Wrocław w roku 1988.

Były zawodnik Gwardii Wrocław (mistrz i wicemistrz Polski) oraz francuskiego Bourges.

Jako komentator Polsatu miał zaszczyt skomentować jedenaście spośród dwunastu medali zdobytych przez nasze reprezentacje w XXI wieku. Jeden jedyny zdołał mu „odebrać” autor wywiadu (złoto ME kobiet 2005).