SPONSORZY GŁÓWNI

Oficjalny Partner Serwisu

Anna Daniluk, 25 marca 2016

Kinga Kołosińska i Monika Brzostek na słynnej Copacabanie zdobyły srebrne medale w turnieju Rio Grand Slam. - Był to dla nas bardzo duży sukces - powiedziała pierwsza z naszych reprezentantek.

pzps.pl: Turniej Rio Grand Slam był dla polskich par niezwykle udany. Trzy ekipy znalazły się w strefie medalowej. Pani razem z Moniką Brzostek przywiozła z Brazylii srebrny medal. Sukces czy niedosyt?
Kinga Kołosińska:
Sądzę, że dla nas jest to bardzo duży sukces, ponieważ do Brazylii nie jechałyśmy z wielką nadzieją na wygraną. Nie byłyśmy do końca przygotowane, nie szlifowałyśmy formy, dlatego ten wynik jest dla nas w zupełności satysfakcjonujący.

Medal wywalczony na Copacabanie w Brazylii jest waszym drugim srebrnym krążkiem turniejów Grand Slam. Pierwszym medalem jest brąz zdobyty w Olsztynie. Warto jest inwestować w wasze występy na tych turniejach…
Ostatnio faktycznie zdarzyło się tak, że z drugiego Grand Slamu z rzędu przywiozłyśmy medal. Nie możemy jednak określać się jeszcze mianem „pewniaków”. Poziom jest bardzo wysoki i wyrównany - jest wiele par, które mogą znaleźć się w czwórce. Wynik zależy od drogi wiodącej do finału. W Rio była ona dla nas korzystna, dlatego zajęłyśmy tak wysoką pozycję.

Następnie rozgrywałyście turniej Vitoria Open. Polskie pary nie powtórzyły w nim jednak wyniku z Rio. Dlaczego? Czy powodem było zmęczenie, trudna droga do finałów?
Jadąc na Vitoria Open nie chciałyśmy sobie wmawiać, że jesteśmy zmęczone, długim pięciodniowym Grand Slamem. Kiedy jednak stanęłyśmy na boisku, piłka nie do końca się nas słuchała i pomimo walki, którą podejmowałyśmy w każdym meczu, niestety nie udało nam się awansować dalej. Mimo to, te trzy tygodnie uważam za naprawdę udane, a o turnieju Vitoria Open chcę jak najszybciej zapomnieć.

W Polsce większą popularnością niż „plażówka” cieszy się siatkówka halowa. Dlaczego zdecydowała się pani na grę na piasku a nie na parkiecie?
Początkowo przez kilka lat grałam na hali, a na piasku występowałam tylko w sezonie letnim. Na przejście do siatkówki plażowej zdecydowałam się dopiero w liceum, pod wpływem rozmów z trenerami kadry, którzy zaproponowali mi dokonanie takiego „transferu”. Przystałam na ich propozycję, czego, oczywiście, nie żałuję.

Pani trenerem jest Łukasz Fijałek. Może się wydawać, że w siatkówce plażowej, gdzie grają tylko dwie dobrze znające się osoby, szkoleniowiec nie ma wpływu na to, co dzieje się na boisku. Czy rzeczywiście tak jest?
Sądzę, że w naszej ekipie trener jest najważniejszą osobą. To on ustala taktykę, mówi na kogo mamy serwować. Uważam, że bez niego na pewno nie miałybyśmy takich wyników.

Razem z Moniką Brzostek możecie poszczyć się medalami w różnych kategoriach wiekowych. Czy w sierpniu możemy liczyć na krążek w Rio de Janeiro?
Myślę, że w kobiecej siatkówce plażowej, która jest bardzo wyrównana, szansę na zwycięstwo ma każdy. Na najwyższym stopniu podium mogą stanąć zarówno faworytki, za które uważane są Amerykanki i Brazylijki, jak i czarny koń eliminacji. My z Moniką, na razie czekamy na 13 czerwca, ponieważ wtedy potwierdzony będzie na 100 procent nasz udział w Igrzyskach Olimpijskich w Brazylii.

Rozmawiamy w okresie świątecznym. Jak zamierza pani spędzić Wielkanoc?
Świętować będę w Lublinie, moim rodzinnym mieście. We wtorek wyjeżdżamy już na obóz, ale te 2-3 dni wolnego, spędzę z rodziną, co bardzo mnie cieszy.