SPONSORZY GŁÓWNI

Oficjalny Partner Serwisu

Agata Wasielewska - pzps.pl/sportowefakty.pl/wp.pl fot. CEV.lu, 25 kwietnia 2017

II trener reprezentacji Polski kadetów, Sebastian Pawlik, przyznał, że wygrany 3:0 mecz z Węgrami był dla polskiej ekipy bardzo ważny. Dzięki temu Biało-Czerwoni pozostają w grze o awans na mistrzostwa świata, a nawet o medal mistrzostw Europy.

II trener reprezentacji Polski kadetów, Sebastian Pawlik, przyznał, że wygrany 3:0 mecz z Węgrami był dla polskiej ekipy bardzo ważny. Dzięki temu Biało-Czerwoni pozostają w grze o awans na mistrzostwa świata, a nawet o medal mistrzostw Europy.

Agata Wasielewska, pzps.pl: Jesteśmy na półmetku fazy grupowej, jak Pan ocenia ten etap turnieju?

Sebastian Pawlik: Najważniejsze dla nas są w tym momencie dwie rzeczy: to, że wygraliśmy z Węgrami i to, jak zaprezentujemy się w najbliższych dwóch meczach. Porażki z Rosją i Włochami rzeczywiście mogą zadecydować o tym, czy zostaniemy w tym turnieju, ale tylko wtedy, jeśli w kolejnych dwóch spotkaniach nie pokażemy swojej dobrej gry.

Trudniej zapowiada się starcie z Bułgarią czy Belgią?

Myślę, że obydwa mecze będą bardzo trudne. Bułgaria jest zespołem nieobliczalnym. Z Włochami grali na bardzo wysokim poziomie i mocno się im przeciwstawiali, natomiast w starciu z Węgrami pokazali zupełnie inne oblicze. Tak naprawdę nie wiadomo, czego można się po nich spodziewać. Z kolei zespół z Belgii jest bardzo poukładany. Trzymają się ustalonej taktyki, nie popełniają wielu błędów. Z takim przeciwnikiem gra się bardzo ciężko, bo oni w żaden sposób rywalom nie pomagają, po prostu szanują piłkę.

Trudno było zmotywować drużynę po słabym początku turnieju?

Na pewno łatwiej wychodzi się kolejnego dnia na parkiet, jeśli ma się za sobą wygrany mecz. U nas po dwóch spotkaniach sytuacja była bardzo ciężka. Niełatwo odbudować się po dwóch porażkach, a to było niezwykle istotne. Teraz będziemy mogli wychodzić na kolejne starcia z zupełnie innym nastawieniem. W meczu z Węgrami graliśmy już przecież zdecydowanie lepiej i pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie grać na wyższym poziomie.

To chyba duży pozytyw, prawda? Rozwój jest przecież jednym z podstawowych celów rozgrywek młodzieżowych.

Tak, na pewno służą one podnoszeniu poziomu sportowego, ale pamiętajmy, że to są mistrzostwa i wszyscy chcą wygrywać, bo to daje największą satysfakcję i radość. Natomiast prawdą jest, że im więcej turniejów na takim poziomie, tym lepiej zawodnicy potem grają.

Są też chyba dojrzalszymi graczami?

Jasne, z im większą liczbą sytuacji boiskowych, którym towarzyszy stres, się spotkają, tym łatwiej później im walczyć czy to na innych imprezach międzynarodowych, czy na ligowych parkietach.

Czy to właśnie umiejętności radzenia sobie z presją zabrakło wczoraj Włochom? Wszyscy wskazywali ich jako bezsprzecznych kandydatów do złota, tymczasem oni nie ugrali z Rosją nawet seta.

Być może miało to też miało jakiś wpływ. Na pewno Rosjanie bardzo dobrze grali zagrywką i Włosi nie byli w stanie tak przyjmować, żeby wciąż mieć piłkę przy siatce, jak to działo się w meczu z nami. A z Rosją nie da się grać bez przyjęcia, ciągle na wysokiej piłce. Do tego doszła słaba postawa włoskiego rozgrywającego, który nie pomagał drużynie i nawet przy dobrym przyjęciu posyłał do skrzydłowych bardzo niedokładne piłki.

Ten wynik to jak na razie największa niespodzianka mistrzostw?

- Zdecydowanie. Przed meczem byłem wręcz przekonany, że to reprezentacja Włoch go wygra. Tymczasem Rosjanie zwyciężyli dość łatwo.

W ten sposób wciąż pozostajemy w grze o półfinał.

Racja, jeszcze turniej może się tak ułożyć, że będziemy grać w najlepszej „czwórce”, ale myślimy przede wszystkim o kolejnym meczu, bo to na nim musimy się teraz skupić. Żeby zagrać jak najlepiej każde następne spotkanie. A co będzie dalej, to już nie tylko od nas zależy. Matematyczne szanse są, ale musiałyby się odpowiednio poukładać wyniki innych drużyn. My w ogóle o tym nie myślimy.

  • 2
  • 1
  • 81
  • 0
  • 15