SPONSORZY GŁÓWNI

Oficjalny Partner Serwisu

Marta Gula, 12 sierpnia 2011

Mecz Egipt - Polska otworzył turniej Mistrzostw Świata Kadetek w Ankarze. Oczekiwane 3:0 (25:13, 25:16, 25:24) i cenny komplet punktów nie przyszły jednak Polkom tak łatwo.

Mecz Egipt - Polska otworzył turniej Mistrzostw Świata Kadetek w Ankarze. Oczekiwane 3:0 (25:13, 25:16, 25:24) i cenny komplet punktów nie przyszły jednak Polkom tak łatwo.

Nawet ogranie połowy zespołu na ledwo zakończonych mistrzostwach świata juniorek w Peru nie pomogło Egipcjankom. Wręcz przeciwnie.

- Dołączyłyśmy do zespołu tydzień temu. Nie miałyśmy czasu, żeby przygotować się do tego turnieju. Stąd nasze niezgranie i słaby występ – tłumaczyła kapitan afrykańskiej drużyny Farida El Askalany, która jako jedna z pięciu zawodniczek grała ze starszymi juniorkami w Peru. Egipt zajął tam 15. miejsce. Wszystkie mecze przegrał do zera. Poza spotkaniami z Tunezją (2:3 i 3:1) i… Polską. Nasze juniorki w nerwach oddały rywalkom seta. Kadetki nie powtórzyły błędu starszych koleżanek. Ale były o włos od tego niechlubnego „wyczynu”.

Pierwszy set minął szybko, głównie dzięki dobrej zagrywce. Egipcjanki największe problemy miały z serwisem Aleksandry Wójcik, która od stanu 0:2 dla Egiptu pomogła zdobyć osiem kolejnych punktów. Gdy dwa asy dorzuciła jeszcze Ewelina Janicka, Polki już spokojnie prowadziły swoją grę. Tylko na chwilę straciły koncentrację, gdy przy zagrywce Rany Elgohary przegrały cztery kolejne akcje z rzędu. Że szybko się pozbierały, dowodzi wynik – 25:13. Tyle tylko, że z tych 13. punktów aż 8 rywalki dostały od nas w prezencie.

Egipcjanki szybko odpłaciły uprzejmość, gdy na początku drugiej partii po złym przyjęciu zepsuły osiem kolejnych akcji. Zmorą była im ponownie Wójcik, która zaserwowała w tym secie trzy asy. Zapachniało pogromem, bo Egipcjanki zupełnie nie umiały poskładać swojej gry. Z każdym kolejnym punktem bezradne zwieszały głowy. Wtedy biało-czerwone wyciągnęły do nich rękę.

Zawodniczki Andrzeja Pecia i sam trener dobrze wiedzą, że zbyt duża pewność siebie polskiego zespołu działa na niego destrukcyjnie. Przy serwisach Nady Korry a potem znów Elgohary, Polki jakby założyły sobie, żeby nie dogrywać dalej niż na trzeci metr. Z niedokładnie rozegranych piłek nie mogły skończyć akcji. Rywalki, które przyjechały na mistrzostwa tylko marząc o awansie (w grupie jest jeszcze Turcja i  Algieria), napędzane dobrą passą odrabiały straty (14:12). Wreszcie przy stanie 16:13 Polki poprawiły skuteczność, dobrze zagrały blokiem i znów wysoko wygrały – do 16. Wtedy pewność siebie zjadła je doszczętnie.

- Rozpoczęłyśmy to spotkanie z dystansem do Egipcjanek, ale ciągle miałyśmy w podświadomości, że jest to rywal z niższej półki – mówiła nasza przyjmująca Martyna Grajber. – Grając z takim zespołem trudno przewidzieć ich następny ruch, bo one chyba same nie wiedzą, co zagrają… Bardzo dużo punktów zdobyły grając wyblokiem. Wprowadzenie drugiej rozgrywającej w ich zespole niewiele zmieniło. Nie umiały zgubić naszego bloku i stąd sporo punktów w tym elemencie (11:4 – przyp. red.)

Mimo dominacji także w zagrywce (10:4) Polki nie pokazały więcej niż 50% swoich możliwości. Dlatego Egipt mógł toczyć z nimi wyrównaną walkę. W trzecim secie trudno było utrzymać choćby trzypunktowe prowadzenie. Gdy dwa razy z rzędu Polki efektywnie zablokowały najlepiej zbudowaną Egipcjankę Ayę Elshamy (22:17), wydawało się, że zaczęły już finiszować. Wtedy atakująca rywalek sprawiła nam mnóstwo problemów zagrywką i po chwili był remis! A za moment - po kolejnym autowym ataku Polek - rywalki prowadziły 23:22. Gdyby nie ich błędy w końcówce, mielibyśmy prawdziwy dramat. Atak w aut z drugiej linii i uderzenie w antenkę w wykonaniu Egipcjanek dały nam upragnione zwycięstwo. Wymęczone, ale bardzo ważne.

Powiększony arsenał
W majowych mistrzostwach Europy furorę na trybunach robił ojciec naszej libero – Anny Korabiec. Pan Zbigniew zasłynął jako najbardziej żywiołowy, najbarwniejszy i najgłośniejszy kibic. To ostatnie za sprawą siedemnastokilogramowego bębna, który przyprawił go o pęcherze na dłoniach. Tym razem do Ankary przywiózł więc... dwa bębny. Wiedział, że będzie miał wsparcie. Zaprzyjaźnieni pracownicy polskiej ambasady w Ankarze w biało-czerwonych strojach z rodzinami stawili się w samo południe w hali Baskent. – Gdyby dziewczyny, tak jak nasze juniorki, grały w Peru, też bym pojechał – mówił Zbigniew Korabiec, zanim zaczął zdzierać gardło w dopingu.

Skład:

Egipt: Assem, Korra, Elgohary, El Askalany, Elshamy, Mahfouz i Eldeeb (libero) oraz Moustafa, Sallam.

Polska: Gajewska, Flakus, Głaz, Wójcik, Chojnacka, Janicka i Korabiec (libero) oraz Strózik, Tobiasz, Grajber, Szymańska, Twardowska.

  • 1
  • 0
  • 52
  • 0
  • 7