Polskie siatkarki oficjalnie zainaugurowały sezon 2026, mierząc się w Genui z reprezentacją Turcji w ramach towarzyskiego turnieju AIA Aequilibrium Cup Women Elite.
W pierwszym meczu uległy 2:3 (22:25, 20:25, 25:22, 25:22, 9:15) reprezentacji Turcji.
Do Włoch zawitały czołowe drużyny rankingu, a oprócz Polek i Włoszek pełniących honory gospodyń, swój udział potwierdziły także kadry narodowe Serbii i Turcji. To właśnie starcie z Turczynkami było dla Biało-Czerwonych pierwszym meczem w sezonie 2026.
Stefano Lavarini mianował do gry: Julię Szczurowską, Martę Orzyłowską, Annę Obiałę, Monikę Lampkowską, Martynę Czyrniańską, Katarzyna Wenerską oraz Justynę Łysiak. Początek tego spotkania należał do reprezentacji Turcji, która korzystała z niedokładności Polek (12:9). W kolejnych akcjach nasze kadrowiczki zaczęły wykorzystywać blok rywalek i sprawdzać ich przyjęcie, co pozwoliło na zniwelowanie straty (15:15). Gra Biało-Czerwonych niestety falowała, a po drugiej stronie siatki swoje robiła Saliha Sahin (4 pkt). Różnicę widać było też w bloku, który przyniósł rywalkom aż pięć bezpośrednich punktów. W tej odsłonie lepsze były Turczynki, które zamknęły seta wynikiem 25:22.
W drugiej partii podopieczne Stefano Lavariniego w dalszym ciągu musiały gonić wynik (7:12) i nawet jeśli zmniejszały dystans dzielący obie ekipy, to ani razu nie udało im się przełamać rywalek (13:16). Na boisku zameldowały się Oliwia Sieradzka i Alicja Grabka, jednak cały czas to Turczynki utrzymywały prowadzenie. W grze reprezentacji Polski sporo było chaosu i niedociągnięć, które z pewnością będą dla sztabu szkoleniowego materiałem do pracy. Turcja z kolei utrzymała swoją dyspozycję i świetną grę w bloku, dzięki czemu zapisała na koncie kolejną partię.
W trzecim secie na boisku pojawiły się Julita Piasecka oraz Maja Koput. Cały czas jednak tempo tego spotkania narzucała reprezentacja Turcji, która w pierwszych wymianach utrzymywała jakość ataku z dwóch poprzednich odsłon. Biało-Czerwone grały cierpliwie - punktowa zagrywka Mai Koput, zmniejszyła stratę do jednego „oczka”, a kolejna skuteczna akcja Polek doprowadziła do remisu (15:15). Choć Turczynki cały czas straszyły blokiem, to wraz z rozwojem tej partii coraz bardziej męczyły się w ofensywie. Pełna emocji końcówka dała polskim siatkarkom piłkę setową, którą wykorzystała Monika Lampkowska, punktując w polu serwisowym.
Czwarta odsłona rozpoczęła się dla Polek znakomicie. Alicja Grabka angażowała do gry zarówno skrzydłowe, jak i środek, a konto zespołu swoimi punktami zasilała Marta Orzyłowska. Długa wymiana zakończona skutecznym atakiem Moniki Lampkowskiej zwiększyła prowadzenie Biało-Czerwonych (16:10), które w tym secie grały swoje. Niestety cały czas polskim siatkarkom przytrafiały się przestoje, które wymuszały reakcję Stefano Lavariniego. Przy stanie 19:16 Włoch poprosił o czas, nie pozwalając rywalkom na złapanie wiatru w żagle. Choć znów byliśmy świadkami wyrównanej końcówki, to o losach seta przesądził as Alicji Grabki.
Tie-break rozpoczął się od prowadzenia Turcji (3:0, 5:2), które utrzymywało się przez dalszą część seta. Niestety w tej części spotkania trudno było złapać kontakt z rywalkami, świetnie grającymi na siatce (12:5). Mimo zrywu w samej końcówce seta, który nawet wywołał reakcję Daniela Santarelliego, strata była zbyt duża – przy wyniku 9:15 Turczynki postawiły skuteczny blok, który zakończył spotkanie.




