SPONSORZY GŁÓWNI

Oficjalny Partner Serwisu

Ela Poznar, fot. PZPS, 24 listopada 2020

Andrzej Warych - 80 lat z siatkówką na co dzień

Pozytywna energia i lata siatkarskich doświadczeń to w skrócie obraz Andrzeja Warycha - siatkarza, trenera i profesora siatkówki. Pan Andrzej urodził się 24 listopada 1940 roku w Tomaszowie Mazowieckim i całe jego życie do dzisiaj kręci się wokół ukochanej dyscypliny.

Karierę zawodniczą rozpoczynał jako nastolatek w rodzinnym Tomaszowie, gdzie wraz z Lechią zdobył mistrzostwo Polski juniorów w 1959 r. Następnie swoje losy związał z Warszawą. Jako zawodnik AZS-u AWF Warszawa sześciokrotnie zdobywał mistrzostwo Polski, trzykrotnie wicemistrzostwo i jeden brąz, a grę w drużynie seniorskiej łączył z trenowaniem młodzieży. Po zakończeniu kariery zawodniczej w 1969 r. prowadził drugoligową męską drużyną Skry Warszawa, wprowadzając ją do ekstraklasy. W 1974 został trenerem Płomienia Milowice i zdobył z nim wicemistrzostwo Polski w 1975 i 1976 r., pracując z takimi nazwiskami jak  Ryszard Bosek, Waldemar Wspaniały, Wiesław Gawłowski, czy Włodzimierz Sadalski. Następnie powrócił do stolicy, gdzie był trenerem zarówno męskich, jak i żeńskich drużyn.

W reprezentacji Polski współpracował z Tadeuszem Szlagorem podczas Igrzysk Olimpijskich w Meksyku w 1968 r., a póżniej z Hubertem Jerzym Wagnerem podczas mistrzostw świata w 1974 oraz mistrzostw Europy w 1975 r. W latach 80. pracował również z trenerami kadry kobiet - Janem Rysiem i Andrzejem Dulskim, a w 1999 r. został trenerem reprezentacji Polski w siatkówce plażowej. Od 1996 r. pracuje w Polskim Związku Piłki Siatkowej.

PZPS.PL: Jak wybrać najważniejsze momenty w dniu 80. urodzin mając w swojej biografii tyle różnych siatkarskich wątków?

Andrzej Warych: Trudno jednym zdaniem podsumować te moje wszystkie lata i wybrać jakieś najważniejsze wspomnienia. Ale od początku siatkówka to było moje życie – począwszy od Lechii Tomaszów Mazowiecki, z którą zdobyłem mistrzostwo Polski juniorów będąc na studiach. Potem był wspaniały okres. Były oczywiście jakieś osobiste upadki, ale udało się z nich wybronić. Ważny dla mnie był na pewno ten spektakularny tytuł mistrza świata w Meksyku. W tamtych czasach te wyjazdy to było coś pięknego, coś niepowtarzalnego. Później praca w Związku i próba rozruszania siatkówki plażowej, byłem przez jakiś czas także trenerem kadry w plażówce. Kolejna rzecz to pierwsze sukcesy chłopaków i powrót do tytułu mistrza świata – to są takie momenty, do których się wraca. W ogóle cała praca w Związku, gdzie trzeba czasem założyć koszulę, ogolić się i być wśród młodych ludzi to mnie trzyma przy życiu, daje energię i chęci. Lubię być przydatny, czuję, że czasem jestem potrzebny, ale być może powinienem był dawno odejść. Ale dopóki jestem w takiej fajnej atmosferze, w gronie tych ludzi, którzy są przyjaźni i budują razem siłę tego naszego Związku, to jest coś pięknego. Widzę oczywiście wady i uszczerbki, bo nie zawsze idziemy jednym frontem wszyscy, ale to taka wspólnota, która jest siłą nie do pokonania. Decydują oczywiście o tym wszystkim wyniki sportowe, ale gdyby nie praca tych wszystkich ludzi poczynając gdzieś tam od piwnicy, a kończąc na poddaszu to i tych sukcesów by nie było. Warto wspominać tych ludzi być może z drugiego szeregu, w którym sam przecież byłem jako trener, bo ich praca często jest niewidoczna, ale często też nieoceniona i może też nie do końca doceniona.

A co pierwsze przychodzi Panu na myśl jeśli zapytam o siatkarskie wspomnienie?

Trudne pytanie, ale chyba ten Meksyk to jest coś co tkwi mi najbardziej w pamięci. Sam pobyt w Meksyku i sukces to jedno, ale nasz powrót do Polski pociągiem z Paryża to było coś niesamowitego. Przyjechaliśmy na Dworzec Gdański w Warszawie, a tam był tłum. Tłum ludzi oczekujących na nasz przyjazd. I my z tymi meksykańskimi kapeluszami, z całym bagażem giniemy w tym tłumie. Ten obraz chyba będę mieć w pamięci na zawsze. Dzisiaj przekaz takich momentów jest łatwiejszy, kiedyś nie było takich możliwości. Ale to co tam się działo było ewenementem, tak witano piłkarzy. Powitania na lotnisku, defilady to jest coś co zostaje na długo w myślach, człowiek ma świadomośc, że oprócz uczestników, czy działaczy to cały naród tym żyje i cieszy się z sukcesów czasami chyba nawet bardziej niż my sami.

Pracował Pan przez wiele lat z młodzieżą. Zmieniały się czasy, zawodnicy dorastali. Zauważył Pan jakieś istotne zmiany w charakterach siatkarek i siatkarzy przez te lata?

Myślę, że cała technologia treningu się zmieniła. Kiedyś było więcej spontaniczności, mniej pracy zorganizowanej. Przede wszystkim były inne warunki pracy, nie było takich obiektów, takiego sprzętu, takich piłek. Ale jeśli chodzi o charaktery to jedno jest niezmienne - zawodnicy zawsze chcieli grać, pracować czasami bardzo ciężko. Z dziewczynami pracuje się bardzo dobrze, ja pracowałem kiedyś z kadrą kobiet, z młodzieża w Skrze Warszawa m.in. z siostrami Skorupami. Tutaj są inne wymogi co do samego charakteru trenera po prostu, bo poza fachowością trzeba być też bardzo bezstronnym żeby osiągać sukcesy. Młodzież zawsze ciągnęła na parkiet, sukcesy reprezentacji spowodowały, że na pewno zainteresowanie jest większe. Chociaż za czasów jak ja studiowałem to w Warszawie były grane ligi, każdy zakład pracy mial swój zespol, były rozgrywki, a teraz to się przeniosło do szkół i wygląda trochę inaczej. Jakkolwiek obecnie nasz system szkolenia jest jednym z najlepszych co zresztą widać po sukcesach jakie odnosimy.

Cała siatkarska rodzina, Zarząd oraz pracownicy Polskiego Związku Piłki Siatkowej życzą zdrowia oraz mnóstwa radości w dniu urodzin! Sto lat!

 Polską Siatkówkę wspierają

  • 6
  • 0
  • 8
  • 1
  • 0
Styczeń 2021
PN WT ŚR CZ PT SO ND
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31