SPONSORZY GŁÓWNI

Oficjalny Partner Serwisu

Janusz Uznański, fot. Piotr Sumara, 1 stycznia 2020

Rozlewanie oliwy… czyli historia publikacji planowo absurdalnych

Ten tekst powstał z inspiracji publikacji pewnego portalu, pewnego autora, pewnego tekstu opatrzonego tytułem bardzo zbliżonym do zapowiadającego ten materiał. Unikając ewentualnych podejrzeń o plagiat, treść i oceny faktów będą odmienne. Niewykluczone, że może skorzystamy z niektórych form „inspiracji”. Aha,  ważnym motywem tej publikacji będzie… oliwa. Jest bowiem takie powiedzenie: „oliwa sprawiedliwa, zawsze na wierzch wypływa”.

KRÓTKA HISTORIA OLIWNEJ „INSPIRACJI”

O czym traktowała ta „inspirująca” publikacja? W pewnym uproszczeniu, ale trzeba przyznać, że  autor ze skrupulatnością kronikarza odtworzył historię niedawnych nieporozumień pomiędzy zawodniczkami, a Jackiem Nawrockim, trenerem kadry narodowej oraz Jackiem Kasprzykiem, prezesem PZPS (i całym Związkiem, jak rozciąga autor). Piszący, w swoim stylu –  cytaty zawodniczek z zarzutami wobec trenera, czy prezesa niezmiennie używa w formie anonimowej, co naturalnie nadaje im wiarygodności. Owszem, komplementy były już personalnie identyfikowalne.

Autorowi w tej kronikarskiej rzetelności umknął jego własny tekst z sprzed kilku tygodni, kiedy to zgodnie z osobistym standardem –  czyli na podstawie informacji z „niezależnych od siebie źródeł (również zbliżonych do związku)” (???) stanowczo obwieścił w tytule tamtego tekstu, że spotkania z kadrowiczkami występującymi w lidze włoskiej to: „…nieudana misja Jacka Nawrockiego. Nie ma przełomu w konflikcie”.

Ups! W trwającym właśnie zgrupowaniu poprzedzającym olimpijskie kwalifikacje są wszystkie (!) zawodniczki powołane przez trenera Jacka Nawrockiego, w tym cała piątka z ligi włoskiej (!!!). Mało tego po raz pierwszy od wielu lat, od wielu kadencji trenerów kadry narodowej kobiet – zawodniczki, które nie zostały zaproszone do Spały przez selekcjonera, wyrażają swój żal z tego powodu i deklarują, że w przyszłości nie zamierzają rezygnować z walki o godność reprezentowania barw narodowych.

I tu jeszcze jedna refleksja: skoro tak strasznie w tej reprezentacji, to dlaczego dziewczyny jednak w niej są? Odpowiedź może być prostsza od procesu tłocznia oliwy: bo są ambitne, odpowiedzialne, profesjonalne i przede wszystkim – mają cel, który może zrealizują wbrew, a może nawet na złość trenerowi, czy prezesowi – chcą mieć w swoim sportowym CV status „olimpijka” i nie potrzebują do tego „smarowania” wątpliwej w intencjach oliwą.

W ostatnich dniach spora grupa dziennikarzy (bez udziału „inspirującego”) mogła spotkać się z drużyną i sztabem, zadać trudne pytania oraz zobaczyć, jaki jest klimat przygotowań do olimpijskich kwalifikacji w Apeldoorn.  Atmosfera nie jest gorąca, jak rozgrzana oliwa, ani też gęsta, jak oliwa zmrożona. Klimat to koncentracja na skoku… skoku do Tokio. I wcale nie musi być miło, wystarczy że będzie średnio, byle posuwać się do przodu i nie wywrócić się na rozlewanej oliwie.

O TYTUŁOWEJ OLIWIE

Znów posługując się standardami autora „inspirującej” publikacji: ze źródeł zbliżonych do niezależnych, ale wiarygodnych źródeł dowiadujemy się, że ponoć jest grupa biznesowa, korzystając czasami ze wsparcia wybranych publicystów – nazwijmy ją dla uproszczenia grupą „oliwną”, od pewnego czasu zainteresowana jest wywrotką w żeńskiej kadrze, a nawet niepowodzeniem misji w Apeldoorn. Jaśniej? Jeśli nie uda się już dolać oliwy do ognia, bo już mocno przygasł, to chociaż może uda się doprowadzić do wspomnianej wywrotki/wywrotek na rozlanej oliwie. Stąd i moment „inspirującej”  publikacji mocno zastanawia…

Aktywność grupy oliwnej wzrastać będzie im bliżej i w trakcie Apeldoorn, a intensywność działań zależeć będzie od wyników Biało-Czerwonych w walce o olimpijskie paszporty. Dlatego ważne, by już teraz rozpalać ewentualne zarzewie, tak by w każdej chwili można było dolać oliwy do ognia. I tu „inspirujący” autor ma proroczy dar przewidywania. Niepowodzenie w Apeldoorn będzie pretekstem do kolejnego dolania oliwy do ognia.

Mamy jednak nieodparte wrażenie, że tę kombinację już odczytały same siatkarki, trener oraz jego otoczenie i nie dają się wciągać w taką układankę. To, że gramy w europejskich kwalifikacjach to rezultat postępu, jaki poczyniła reprezentacji Polski, szczególnie docierając do czwórki mistrzostw Starego Kontynentu. Ten postęp, to rezultat ciężkiej, rzetelnej pracy dziewczyn i sztabu. Apeldoorn, to nie jest jeszcze miejsce i czas na rozliczenia.

Nie zapominamy jednak, że o występie w Tokio marzy każda z ekip, która za kilka dni pojawi się w holenderskim Apeldoorn. Jeśli misja #DrogaDoTokio zakończy się dla Biało-Czerwonych niepowodzeniem, to czy Nawrockiemu można odmówić warsztatu, sukcesów – tak klubowych, jak i ostatnio reprezentacyjnych?  A Joannie Wołosz zakwestionować, że zgarnia wszystko co najcenniejsze w klubowej siatkówce, a teraz chce o zrealizować kolejne – olimpijskie marzenie? Nikt nie zabierze Malwinie Smarzek, że jest bombardierską, która chyba wyprzedza epokę. Wielu i słusznie zapewne – już widzi, że Magdalena Stysiak jest talentem na miarę Małgorzaty Glinki a Zuzanna Górecka – Doroty Świeniewicz. Maria Stenzel z kolei na swojej pozycji przypomina młodą Mariolę Zenik. Pięknie siatkarsko dojrzały Natalia Mędrzyk, Klaudia Alagierska. Widoczne postępy poczyniły Marlena Kowalewska, Julia Nowicka, a swoich szans szukają kolejne młode zawodniczki. Każda z nich, jednak ciężko pracuje na swoje nazwisko, na swoje sukcesy. Mamy naprawdę spory potencjał, który jeśli nie teraz, to wkrótce „odpali” i nie trzeba dolewać ani tym bardziej rozlewać oliwy.

I na koniec: niezwykle cenimy sobie troskę autora „inspirującej” publikacji o los naszej narodowej drużyny w Apeldoorn i po Apeldoorn.

Dlatego prosimy trzymać kciuki za reprezentację , choć niektórym dłoniom ubabranym w oliwie trudniej będzie kciuki zaciskać.

  • 6
  • 49
  • 18
  • 0
  • 7