Oficjalny Partner Serwisu

SPONSORZY GŁÓWNI

EA, effectorkielce.pl, 12 stycznia 2016

Środkowy Effectora Kielce Mateusz Bieniek ma za sobą kolejny turniej z reprezentacją Polski. W Berlinie wraz z kadrą przedłużył nadzieję polskich kibiców na awans do letnich Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. Został także doceniony indywidualnie i znalazł się w drużynie marzeń turnieju kwalifikacyjnego.

Jest 2:1 w setach i 13:10 w IV secie dla Niemców. Gra Wam się ewidentnie nie klei, wchodzisz na zagrywkę i psujesz serwis. Wierzyłeś, że da się jeszcze odwrócić losy tego meczu?
Mateusz Bieniek: Od początku do końca, może oprócz tie-break’a mieliśmy w tym meczu pod górkę. Pomimo tego, że Niemcy grali bardzo dobrze i to oni byli tą stroną przeważającą to cały czas wierzyliśmy w awans. Należą się ukłony dla całej drużyny za to, że udało nam się wyciągnąć to spotkanie.

Co mówił Wam w przerwach tego meczu trener Antiga?
Powtarzał, żebyśmy przede wszystkim cieszyli grą, i że nie jesteśmy tu za karę. Mówił, że nadal jesteśmy w grze o Igrzyska w Rio.

Impulsem dla Was była gra Michała Kubiaka? Było widać, że to on tchnął trochę życia w drużynę w tym meczu.
To jest typowy walczak w naszym zespole i bardzo dobry kapitan. W pewnym momencie zaczęło mu wychodzić wszystko i od razu reszta drużyny wskoczyła na wyższy poziom. Brawa należą się też dla Bartka Kurka, który też nie grał na najwyższym poziomie, a jednak kończył te decydujące akcje.

Pomogła atmosfera na trybunach?
Jak najbardziej. Pomogło to, że Berlin jest blisko Polski i było sporo polskich kibiców. Na turnieju była zupełnie inna atmosfera niż choćby na ostatnich mistrzostwach Europy. Zawsze była pełna hala i czuliśmy wsparcie Polaków.

Zgodzisz się, że takie mecze kształtują charakter tej stosunkowo jeszcze młodej drużyny?
Na pewno trzeba zapamiętać to spotkanie. Dawno nie było takiego meczu, że byliśmy w takich tarapatach i wyszliśmy z nich. Dzięki temu spotkaniu zrodziła się prawdziwa drużyna.

Spałeś spokojnie po przegranym meczu z Francją?
Tak, ja nawet byłem zdziwiony, że z Niemcami mieliśmy tak trudną przeprawę. Byłem pewny, że wygramy.

Wynik meczu z Francją mógł być zupełnie inny…
Zabrakło szczęścia. Wystarczy przypomnieć jak atakował N’Gapeth i zahaczył mnie dosłownie po paznokciach. Wzięli challenge i przegraliśmy seta. W kolejnym Mika pomylił się o 2 cm i przegrywamy 2:0. W trzecim byliśmy już podłamani.

Jesteś zadowolony ze swojej gry w tym turnieju?
Tak, poza meczem z Belgami, grałem całkiem dobrze. Mogłem dorzucić kilka bloków punktowych i ustabilizować zagrywkę, ale przed turniejem brałbym taką grę w ciemno.

Zostałeś wybrany do najlepszej drużyny turnieju. Pomimo młodego wieku to kolejna nagroda indywidualna w Twojej karierze. Jak do nich podchodzisz?
Na pewno fajnie, że moja gra została doceniona przez organizatorów. Podchodzę do tego na chłodno. Nic z tego nie mam, najważniejsze jest, że udało nam  pozostać w grze o Igrzyska. Miło, że ludzie przeczytają, że w takiej drużynie jest jeden Polak.

Czuliście presję na tym turnieju? Oczekiwania są ogromne, każdy porównuje Was do zespołu mistrzów świata z 2014 roku, a z tamtej drużyny zostało zaledwie kilku zawodników.
Nie ma się co oszukiwać, że to zupełnie zmieniona drużyna. Jeżeli nie awansujemy do Igrzysk to byłaby tragedia i jeden z najczarniejszych dni polskiej siatkówki. Zaczęłoby się rozliczanie, kto jest winny porażki. Na szczęście udało nam się uniknąć tego.

Czego zabrakło do zwycięstwa w całym turnieju?
Każdy zawodnik przyjechał w innej formie. W dwa tygodnie nie da się jej zbudować na nowo. Tak jak się przepracowało ligowy okres w klubie, tak się grało na kadrze. Mimo tego, że byliśmy krytykowani, pokazaliśmy, ze potrafimy nadrobić wolą walki i sercem.

Wyobrażasz sobie, żeby Polski zabrakło na Igrzyskach w Rio?
Teraz już nie. Jeśli podejdziemy dobrze przygotowani i nie zlekceważymy żadnego rywala to powinniśmy awansować bez problemu. Oprócz Francji to my jesteśmy faworytem turnieju w Tokio.

Skąd zmiana numeru z 23 na 9?
(Śmiech) To nie jest tak, że najpierw wziąłem sobie numer Michaela Jordana, a później Zbyszka Bartmana. Chłopaki śmiali się, że teraz wezmę numer po Krzyśku Ignaczaku. Tak poważnie to na turniejach europejskich można występować maksymalnie z numerem 22.

 
  • 0
  • 0
  • 5
  • 0
  • 1